Strony

sobota, 5 października 2013

Kilka słów o pewniej miłości

Tak mnie dziś naszło na wspomnienia.
Dlatego opowiem Wam pewną historie miłosną.
Były wakacje 2002 roku kiedy pewna dziewczyna pojechała w Bieszczady tak na chwilę poznała tam kilka fajnych osób. Z jedną z nich korespondowała, sms - owała i utrzymywała kontakt (i do dziś go utrzymuje:), ale gdzieś w głowie pamiętała o jeszcze jednej z nich - pewnym młodym chłopaku, niestety odpowiedzi na list od niego nie dostała. Minął, rok później kolejny i kolejny. W między czasie znów na krótko pojechała w te same rejony i gdy weszła na jedną z gór patrząc na piękne widoki i ich urok pomyślała sobie, że chciała by mieć męża właśnie z Bieszczad. Od tego czasu minęło kolejne kilka lat w między czasie wiele się wydarzyło, wiele zmieniło. Pierwszy poważny (poważny według niej) związek się rozpadł przez co długo nie mogła się pozbierać. Aż pewnego dnia dziwnym trafem wtedy jeszcze na portalu nasza klasa (czas kiedy portal miał swój rozkwit) znalazła pewną osobę. Napisała. Szybko dostała odpowiedź i tak się zaczęło. Wspominanie kiedy się poznali, czemu nie było później kontaktu. Wspólne dojście do wniosku, że w tym wszystkim coś jest.Coś niezwykłego, coś pisanego tylko im.
I tak 27.04.2007 roku zostali parą. Po kilku miesiącach wspólne spotkanie na wakacjach. Kilka miesięcy razem, kilka spotkań, bo dzieliło ich 250 km, tak nie wiele, a jeszcze wtedy tak wiele.
Po 8 miesiącach zaręczyny. Przeprowadzka tego jedynego do miasta dziewczyny by rozpocząć studia.Mieszkali wtedy niedaleko siebie, przygotowywali się do jednego z najważniejszego dnia w ich życiu. I tak 02.05.2010 roku odbył się ślub.Wspólne chwile i pragnienia oraz marzenia. Nie zawsze było im łatwo, ale dzięki związkowi na odległość nauczyli się wiele. I nikt im nie wmówi, że takie związki nie mają sensu (chociaż na początku sami się go obawiali po wcześniejszych przejściach).
Jednak ten na górze miał inny plan dla nich :) Byli sobie przeznaczeni mimo obaw.
Wiecie kim jest opisywana dziewczyna i chłopak?
Tak to my - rodzice Nataniela.
Walczyliśmy o nasze marzenia i nigdy się nie poddaliśmy dzięki czemu jesteśmy małżeństwem już ponad 3 lata i mamy cudownego synka:)
Wierzymy w to, że nasz związek był zaplanowany jeszcze za czym sami o tym pomyśleliśmy.
Ja zawsze chciałam wyjść szybko za mąż, ale w pewnym momencie przestałam wierzyć, że się to uda - ciężkie rozstanie i smutek po nim zniechęcił mnie do myślenia o miłości, tej prawdziwej miłości. Ale wierzcie, że dopiero mój mąż pokazał mi co to prawdziwa miłość i to co kiedyś uważałam, za wielką miłość już wiem, że nią nie było.
Miłość to nie słowa (chociaż one też są ważne).
Miłość to przytulenie, praktyczna pomoc w codziennych czynnościach, szczera rozmowa, ciepłe słowa gdy w duszę wdziera się chłód i trud, to obecność gdy się tej drugiej osoby potrzebuje, to milczenie gdy milczenia potrzeba.
I nie, nie jesteśmy idealni też mamy swoje upadki mniejsze i większe, ale za każdym razem gdy o tym myślę jak czasami jest ciężko uświadamiam sobie jak wiele w życiu mam: wyszłam za mąż w młodym wieku, mam męża z Bieszczad, moim pierwszym dzieckiem jest chłopiec - wszystko o czym marzyłam się spełniło. Jestem wdzięczna za to co mam. Wiele też nam brakuje marzymy o własnych 4 ścianach i wierzymy, że marzenie kiedyś się spełni.
Najważniejsze jednak jest to, że mamy siebie. Reszta przyjdzie w odpowiednim czasie.
Historia, którą opisałam to wieli skrót tego co przeżyliśmy mieszkając 250 km od siebie, ale wierzcie do dziś uważam, że te 250 km nas połączyło i dzięki nim nauczyliśmy się prawdziwej miłości opartej na zaufaniu i wierności. Wiele osób uważało, że to się nie uda, ale jeśli coś zaplanowane jest tam w górze to mimo przeszkód się spełni i tak właśnie było z nami :)


3 komentarze:

  1. piękne:) fajnie wiedzieć ze marzenia się czasami spełniają, dzięki za ten post, bo ja obecnie w mega dołku a taki pozytyw daje mi światełko do tego że może jednak będzie kiedyś lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spełniają się tylko trzeba mocno w to wierzyć:) i nie poddawać się nawet gdy przyjdzie gorszy czas trzeba dążyć do obranego celu:)

      Usuń
  2. :) uwielbiam czytać takie historie!! My też ślub braliśmy w maju 2010 :)

    OdpowiedzUsuń