Strony

piątek, 3 sierpnia 2018

Karmienie piersią

Nie wiem czy wiecie, ale trwa tydzień karmienia piersią. Postanowiłam, że napiszę kilka słów od siebie. Takie małe porównanie jak to było przy Natanielu, a jak jest teraz przy Poli.
Przy obojgu z nich z karmieniem nie miałam większych problemów, wiadomo pojawił się nawał, ale przy Natanielu walczyłam z nim w szpitalu i wydawał mi się krótszy niż przy Poli. Z Polą walczyłam odciągając delikatnie nadmiar i okładając piersi zimna kapustą, przynosiło to ulgę, ale na chwilę i szybko trzeba było sięgać po kolejny zimny liść ;) na szczęście przeszło, a ja dzięki temu miałam trochę odciągniętego pokarmu na zaś. Tak przy Poli byłam już mądrzejsza o wiele doświadczeń, przy Natanielu w szpitalu po prostu ten nadmiar wylewało się do zlewu :( a można było się zaopatrzyć w torebeczki do mrożenia i kilka dni zyskał by cennego karmienia więcej. Z Natanielem nasza droga mleczna trwała krótko po jakiś 3 miesiącach wróciłam na uczelnie i mimo indywidualnego toku nie było łatwo. Nataniel zostawał z moją mamą zazwyczaj i po jakimś czasie brakowało mu pokarmu, bo to co udało mi się ściągnąć to były nikłe ilość. I tu niestety poradziłam się opinii lekarza przy szczepieniu jak powiedziałam, że wydaje mi się, że nie dojada. I zamiast pokierować mnie tak, żeby ten pokarm wywołać, zalecić jak najczęstsze przystawianie itd. to niestety dostałam nazwę mleka w puszcze, które kupić. Nie myśląc wtedy o tym jakie będzie miało to skutki z kp, zakupiłam mleko. I bardzo szybko Nataniel przestawił się na butelkę, później żałowałam tego, że tak krótko karmiłam. Próbowałam go jeszcze dostawiać, ale mleka było mało i pokarm szybko zanikł. Po za tym już w szpitalu brzuszek zapełnili najpier glukozą, bo tak sobie wymyślili, a dopiero dostał ode mnie pierwszy pokarm - siarę. Przy Natanielu też był jeszcze nie obalony mit diety matki karmiącej, pamiętam jakie miałam wyrzuty jak zjadłam drożdzówkę i On tak bardzo płakał. Po czasie kojarząc fakty nie była to wina ani drożdzówki, ani mleka, a tego, że kilka chwil wcześniej dostał szczepionkę.
Przy Poli wielu z tych błędów nie popełniłam, po pierwsze dlatego, że miałam o wiele większą wiedzę. Po drugie, że postanowiłam, że teraz będę karmić dłużej.
Przede wszystkim nie ma diety matki karmiącej. Jem co chcę, kiedy chcę i ile chcę :) Po drugie od początku była tylko na piersi żadnych glukoz i innych dziwnych specyfików. Przy Natanielu jeszcze dałam się nabrać na mit, że jeśli będzie się dopajać glukozą z wodą to szybciej zniknie żółtaczka. Uwierzcie nie znikła, a ja męczyłam się z odciąganiem pokarmu, bo trzeba było według tego podgrzać mleko, żeby zabić jakiś czynnik który ta żółtaczkę zatrzymuje trochę dłużej. I to jedyna prawda w tym wszystkim, że niektóre kobiety mają w swoim mleku taki składnik, ale przy Poli się tym nie przejmowałam karmiłam na żądanie jej lub moje gdy czułam, że piersi są już przepełnione. Żółtaczka nie była tak silna jak u Nataniela i sama dość szybko zniknęła.
10 sierpnia minie już 5 miesięcy jak się karmimy wyłącznie piersią i na pewno jeszcze miesiąc będę karmić tylko piersią, później zaczniemy rozszerzać dietę, ale też nie zrezygnujemy z mleka. Po pierwsze dlatego, że jest to najzdrowsze rozwiązanie dla dziecka, a po drugie jak patrze na te ceny mlek to przeraża mnie jak bardzo skoczyły cenowo na przestrzeni tych 5 lat.
Dlatego drogie mamy jeśli planujecie lub zaczęłyście karmić piersią nie poddawajcie się, na moim przykładzie mimo, że większych problemów nie miałam widzicie, że liczy się wiedza i to czy ma się samozaparcie do tego by karmić. Myślę, że gdyby nie to, że przy Natanielu i ja i lekarz, który nie zaproponował lepszego rozwiązania mogła bym go spokojnie karmić przynajmniej te 6 miesięcy. Bo uczelnia nie stanowiła większego problemu wszystko dało by się ułożyć, ale niestety kilka złych wyborów i wyszło jak wyszło. Dlatego jeśli same jesteście po jakiś nie trafionych wyborach z kp to się nie zrażajcie, jeśli na prawdę chcecie karmić piersią to Wam się to uda :)
I tego Wam właśnie życzę szczęśliwej i przyjemnej drogi mlecznej :)