Strony

wtorek, 9 października 2018

Jesienne przeziębienia

Jesień za oknem zagościła u nas już na dobre. I mimo pięknych kolorowych liści już ze zdrowiem tak kolorowo nie jest. Coraz częściej łapie nas katar, kaszel i czasami udaje nam się uniknąć czegoś gorszego czasami nie. Dzisiaj chciała bym napisać Wam kilka słów o probiotykach, które są uzupełnieniem naszej flory bakteryjnej. Probiotyki kojarzą się nam głównie z tym, że bierze się je przy antybiotykach. I tu wspomagają one odbudowę mikroflory jelitowej szczególnie po antybiotykach pochodzenia syntetycznego. Antybiotyki często niestety pomagają na jedno, a na drugie szkodzą i niszczą żywe bakterie, które są nam potrzebne do funkcjonowania i wzmocnienia odporności.
Jednak nie jest prawdą, że probiotyki można brać tylko przy chorobie. Mikroflorę można łatwo zniszczyć poprzez niewłaściwe nawyki żywieniowe. Zabójcze dla mikroflory bakteryjnej jest między innymi spożywanie zbyt dużej ilości cukrów i białej mąki, a także białka – jedzenie kilka razy dziennie mięsa jest zbyt obciążające dla naszych jelit. Spożywanie zbyt często wysoko przetworzonej żywności (pakowanej) też jest zgubne dla naszej flory jelitowej. Jest jeszcze wiele innych czynników, które tą florę potrafią zaburzyć więc rodzice to nie tylko Wasze pociechy powinny przyjmować probiotyki, Wy tez zadbajcie o swoje zdrowie. Bo przecież to Wy musicie mieć siłę by wychować kolejne pokolenie :) nie zaniedbujcie zdrowia, bo później bardzo ciężko jest je odbudować. 
Dzięki probiotyką nasze jelita wzmacniają swoją dobrą florę i dzięki temu pomagają nam w odbudowie fory bakteryjnej jelit. Probiotyk podaje się doustnie. Najczęściej są to bakterie z grup Lactobacillus oraz Bifidobacterium, stymulujące rozwój flory jelitowej. Przy wyborze gotowego probiotyku warto zwrócić uwagę na fakt, czy w jego składzie znajdują się żywe kultury bakterii, tylko takie bowiem są w stanie wspomóc naszą odporność.
Ogromną zaletą doustnych probiotyków jest ich nieinwazyjność: mogą być przyjmowane już w trakcie antybiotykoterapii oraz bezpośrednio po jej zakończeniu. Jednak aby doprowadzić mikroflorę jelitową do stanu sprzed leczenia, trzeba niekiedy kilku miesięcy. Dlatego warto zaopatrzyć się w probiotyk na cały sezon gdy w powietrzu jest więcej wirusów niż zwykle.
Probiotyki są dobre nie tylko dla dzieci, powinien o nich pomyśleć każdy by zminimalizować chorowanie szczególnie w takim okresie jak jesień - zima. Na rynku mamy bardzo duży wybór probiotyków. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o probiotykach dla dzieci zajrzyjcie do linku :)
Łatwa aplikacja nawet dla maluszków sprawia, że nie ma problemu z ich podaniem. Do wybory krople, saszetki lub kapsułki. Można je podawać już od 2 miesiąca życia :)

piątek, 3 sierpnia 2018

Karmienie piersią

Nie wiem czy wiecie, ale trwa tydzień karmienia piersią. Postanowiłam, że napiszę kilka słów od siebie. Takie małe porównanie jak to było przy Natanielu, a jak jest teraz przy Poli.
Przy obojgu z nich z karmieniem nie miałam większych problemów, wiadomo pojawił się nawał, ale przy Natanielu walczyłam z nim w szpitalu i wydawał mi się krótszy niż przy Poli. Z Polą walczyłam odciągając delikatnie nadmiar i okładając piersi zimna kapustą, przynosiło to ulgę, ale na chwilę i szybko trzeba było sięgać po kolejny zimny liść ;) na szczęście przeszło, a ja dzięki temu miałam trochę odciągniętego pokarmu na zaś. Tak przy Poli byłam już mądrzejsza o wiele doświadczeń, przy Natanielu w szpitalu po prostu ten nadmiar wylewało się do zlewu :( a można było się zaopatrzyć w torebeczki do mrożenia i kilka dni zyskał by cennego karmienia więcej. Z Natanielem nasza droga mleczna trwała krótko po jakiś 3 miesiącach wróciłam na uczelnie i mimo indywidualnego toku nie było łatwo. Nataniel zostawał z moją mamą zazwyczaj i po jakimś czasie brakowało mu pokarmu, bo to co udało mi się ściągnąć to były nikłe ilość. I tu niestety poradziłam się opinii lekarza przy szczepieniu jak powiedziałam, że wydaje mi się, że nie dojada. I zamiast pokierować mnie tak, żeby ten pokarm wywołać, zalecić jak najczęstsze przystawianie itd. to niestety dostałam nazwę mleka w puszcze, które kupić. Nie myśląc wtedy o tym jakie będzie miało to skutki z kp, zakupiłam mleko. I bardzo szybko Nataniel przestawił się na butelkę, później żałowałam tego, że tak krótko karmiłam. Próbowałam go jeszcze dostawiać, ale mleka było mało i pokarm szybko zanikł. Po za tym już w szpitalu brzuszek zapełnili najpier glukozą, bo tak sobie wymyślili, a dopiero dostał ode mnie pierwszy pokarm - siarę. Przy Natanielu też był jeszcze nie obalony mit diety matki karmiącej, pamiętam jakie miałam wyrzuty jak zjadłam drożdzówkę i On tak bardzo płakał. Po czasie kojarząc fakty nie była to wina ani drożdzówki, ani mleka, a tego, że kilka chwil wcześniej dostał szczepionkę.
Przy Poli wielu z tych błędów nie popełniłam, po pierwsze dlatego, że miałam o wiele większą wiedzę. Po drugie, że postanowiłam, że teraz będę karmić dłużej.
Przede wszystkim nie ma diety matki karmiącej. Jem co chcę, kiedy chcę i ile chcę :) Po drugie od początku była tylko na piersi żadnych glukoz i innych dziwnych specyfików. Przy Natanielu jeszcze dałam się nabrać na mit, że jeśli będzie się dopajać glukozą z wodą to szybciej zniknie żółtaczka. Uwierzcie nie znikła, a ja męczyłam się z odciąganiem pokarmu, bo trzeba było według tego podgrzać mleko, żeby zabić jakiś czynnik który ta żółtaczkę zatrzymuje trochę dłużej. I to jedyna prawda w tym wszystkim, że niektóre kobiety mają w swoim mleku taki składnik, ale przy Poli się tym nie przejmowałam karmiłam na żądanie jej lub moje gdy czułam, że piersi są już przepełnione. Żółtaczka nie była tak silna jak u Nataniela i sama dość szybko zniknęła.
10 sierpnia minie już 5 miesięcy jak się karmimy wyłącznie piersią i na pewno jeszcze miesiąc będę karmić tylko piersią, później zaczniemy rozszerzać dietę, ale też nie zrezygnujemy z mleka. Po pierwsze dlatego, że jest to najzdrowsze rozwiązanie dla dziecka, a po drugie jak patrze na te ceny mlek to przeraża mnie jak bardzo skoczyły cenowo na przestrzeni tych 5 lat.
Dlatego drogie mamy jeśli planujecie lub zaczęłyście karmić piersią nie poddawajcie się, na moim przykładzie mimo, że większych problemów nie miałam widzicie, że liczy się wiedza i to czy ma się samozaparcie do tego by karmić. Myślę, że gdyby nie to, że przy Natanielu i ja i lekarz, który nie zaproponował lepszego rozwiązania mogła bym go spokojnie karmić przynajmniej te 6 miesięcy. Bo uczelnia nie stanowiła większego problemu wszystko dało by się ułożyć, ale niestety kilka złych wyborów i wyszło jak wyszło. Dlatego jeśli same jesteście po jakiś nie trafionych wyborach z kp to się nie zrażajcie, jeśli na prawdę chcecie karmić piersią to Wam się to uda :)
I tego Wam właśnie życzę szczęśliwej i przyjemnej drogi mlecznej :)

wtorek, 24 lipca 2018

Co u nas

Ostatni post widzę, że jest z 4 czerwca więc czas napisać coś więcej. U nas dni tak szybko mijają, że nie ma czasu ostatnio na wpisy. Ale mamy się dobrze :) Polar rośnie w oczach, z każdym dniem nabiera nowych umiejętności. Nataniel mam wakacje obecnie jest u cioci w Niemczech, wraca w niedzielę. To jego pierwsze takie poważne wakacje tak daleko od nas. Często zostawał u dziadków na kilka dni, ale to było raptem 25 km. Teraz jest sporo dalej, ale ma wypełniony czas po brzegi i mnóstwo atrakcji. Pierwszy raz też leciał samolotem, zastanawiałam się czy nie spanikuje przy starcie i lądowaniu, ale był dzielny i udało mu się nawet wejść do kabiny pilota.
Ja byłam przekonana, że dzięki temu trochę zwolnię i odpocznę, ale jakiś to nie wychodzi :D wczoraj ani się obejrzałam, a już był wieczór i jeszcze nie wszystko co zaplanowałam zrobione. Dzisiaj dzięki temu, że Pola ładnie przespała się w dzień ogarnęłam pranie, trochę poprasowałam. W między czasie sprawy firmowe. Jedyny plus to to, że znalazłam informację, że trwa w Kielcach festiwal smaków i postanowiłam, że dzisiaj się na niego wybierzemy. W tam tym roku jakoś nie wyszło, więc w tym nadrobimy. Zobaczymy czy uda się coś zjeść, bo już o jednym lokalu czytałam, że na czas festiwalu wprowadził rezerwację stolików. O innych nie ma takiej wzmianki, ale pewnie będzie trzeba trochę poczekać, bo z roku na rok zainteresowanie festiwalem rośnie.
Czekam na męża i ruszamy prawie na romantyczny wieczór. Prawie, bo z Polą u boku ;)


poniedziałek, 4 czerwca 2018

Pokój małej baletnicy

Dzisiaj zabiorę Was do pokoju Poli. Strażacki pokój Nataniela widzieliście już jakiś czas temu. Kto nie widział niech zagląda tu
Jeszcze za czym potwierdziła się płeć, że tym razem będziemy mieli córeczkę już miałam jako taką wizję pokoju. Jedno co wiedziałam na pewno to to, że jak będzie dziewczynka to motywem przewodnim będą baletnice. Czemu? W sumie to nie mam jakiejś konkretnej odpowiedzi może dlatego, że jak byłam małą dziewczynką lubiłam tańczyć, a może dlatego, że jakoś baletnica kojarzy mi się z delikatnością i dziewczęcością (mimo, że wiem jak wiele taka baletnica musi włożyć wysiłku i pracy by tak tańczyć). I stało się potwierdziło się, że będziemy mieć córeczkę więc zabraliśmy się powoli do pracy i jeszcze przed narodzinami wszystko było gotowe :)
Teraz tylko czekam jeszcze na ramki, żeby je zawiesić i muszę się w końcu zabrać za uszycie firanek, bo materiał już chwilę leży.
Pokój ma kolorystykę szarości z miętą, bo był malowany jeszcze przed potwierdzeniem płci więc miał być w razie czego bazą zarówno do pokoju dziewczynki jak i chłopca. Dlatego też dodatki są w kolorystyce różu :)










środa, 30 maja 2018

Coś co dzieci lubią najbardziej

Jest taka zabawa, która nie nudzi się od pokoleń pamiętam ją ze swojego dzieciństwa jak samemu się próbowało robić płyn, ale nie zawsze wychodził taki jak powinien. Dzisiaj jest mnóstwo typów do wyboru. Mowa o bańkach mydlanych, bo którzy ich nie lubi? Nataniel uwielbiam, potrafi je rodzić dotąd aż płyn się nie skończy. Ostatnio mieliśmy przyjemność testować zestaw do dużych baniek wraz z płynem. Zabawa była doskonała oczywiście płynu okazało się za mało, bo bańki mogły by tak latać cały dzień :) ale podsumowując Nasze testy Nataniel był mega zadowolony. Ja z mężem również, bo bańki robi się bardzo łatwo, nie pękały od razu tylko leciały dłuższy czas, mają piękne tęczowe kolory. Kiedyś próbowaliśmy robić takie bańki na jakimś festynie i tam mało które się udawały. Myślę, że bardzo duży wpływ na to jak wychodzą bańki ma właśnie płyn. My na pewno jeszcze nie raz będziemy puszczać w niebo tęczowe bańki :) duże bańki to świetna atrakcja na różnego rodzaju imprezy w plenerze.
Można zrobić pokaz baniek, ale można też dać kijki dzieciom, żeby same je robiły bo to nic trudnego, a zabawa doskonała :)

 Najpierw była radość, że w końcu jakaś paczuszka przyszła do Nataniela


Później wielkie otwieranie


Ciekawość


Radość



I w końcu Wielkie Testowanie :)





 Zdjęcia nie oddają tak kolorów baniek ale wychodziły na prawdę  piękne tęczowe :)
Nasze rady to kupcie od razu duży płyn do baniek :D
P.S. Rękawiczki ze zdjęcia nie są konieczne do robienia baniek. Nataniel akurat tego dnia kupił sobie je do prac w ogródku i nie chciał ich zdejmować ;)
Bańki oraz niezbędne akcesoria możecie zakupić w Tuban



 







czwartek, 24 maja 2018

Mały buntownik

Kto nie słyszał powiedzenia "Małe dziecko mały problem, duże dziecko duży problem" na pewno coś w tym jest, bo małe dziecko nie będzie z nami się sprzeczać, wymuszać dyskutować. Ono jest kochane i mamusiowe i w ogóle ach i och no chyba, że płacze non stop :D
I tu właśnie pojawia się pytanie jak sobie radzić z takim "dużym" dzieckiem. Nie ma chyba uniwersalnej zasady, każde dziecko jest inne. Ba każdy rodzic jest inny. U nas największym problemem jest ostatnio ubieranie się i sprzątanie pokoju. O ile Nataniel potrafi się ubrać sam o tyle zajmuje mu to całą wieczność, a rano wiadomo, że jeszcze musi się umyć, zjeść i wyrobić do wyjścia do przedszkola. Walczymy z tym na wszystkie sposoby, tłumaczymy, czasem krzyczymy (mało pedagogiczne, ale czasami się po prostu już inaczej nie da ;). Ze sprzątaniem pokoju jest tak, że jak coś go natchnie to błyszczy i nawet się bardzo prosić nie trzeba, ale w 90 % przypadków niestety tak kolorowo nie jest. Prosi się o posprzątanie wraca się za jakiś czas, a tam ruszone może dwie rzeczy, albo i żadna. Najgorszy bałagan często panuje na biurku. Jak go widzę to mnie coś w środku po prostu roznosi. Tyle razy powtarzam, żeby rzeczy po skończonych pracach były odłożone na miejsce, jak coś szuka i znajdzie lub nie też żeby resztę poodkładał. Niestety tłumaczenie często nic nie daje i jak już nie mam sił tak zostaje, a jak mam chwilę czasu lub sił sama próbuje ogarnąć ten nieład lub czasami robimy to wspólnie.
U nas największym problemem są te dwie rzeczy, ale jest wiele innych o np. rozmowa przez telefon. To też nam się często zdarza. Rozmawiam z kimś, a Nataniela akurat ma mi coś do powiedzenia. Mówię mu, że rozmawiam, żeby poczekał to czasami jeszcze bardziej próbuje przeszkadzać. Po skończonej rozmowie mówię mu, że nie chcę podczas rozmowy, żeby przeszkadzał bo mam słyszeć co mówi do mnie osoba przez telefon, nie on. Pomaga na chwilę, a po jakimś czasie problem wraca.
Są też problemy, które akurat nas nie dotyczą, ale dotyczą na pewno innych rodzin i tu na przeciw tym problemom wychodzi książka "Mały buntownik" która pomaga nam zrozumieć mechanizmy jakie kierują dzieckiem, że tak zachowuje się w danej sytuacji, ale pokazuje też jak można rozwiązać dany problem nie "wychodząc z siebie" a w spokojny dla siebie i dziecka sposób. Książka jest zbiorem rad podzielona na kilka rozdziałów. Na każdej stronie są ilustracje dzięki czemu książka staje się czytelniejsza i łatwiej nam ogarnąć daną sytuację.
Jeśli też borykacie się z problemami jakie my mamy lub innymi to zachęcam Was do przeczytania tej książki.
Sami zobaczcie jak to wygląda 








poniedziałek, 14 maja 2018

"Chłopiec z klocków"

Jak pewnie niektórzy z Was widzieli na fan pagu pokazywałam Wam zdjęcie książki, którą czytam. Przyszedł w końcu czas na recenzję, ostatnio nie mam za wiele czasu na czytanie, ale udało mi się wygospodarować trochę czasu i nie był to stracony czas.
"Chłopiec z klocków" autorstwa Keith Stuart to współczesna powieść o tym, że rodzicielstwo czasami nie jest takie jak je sobie wymarzyliśmy, o tym, że nie wszystkie dzieci są zdrowe i o tym, że można przezwyciężyć kryzys. Napisana współczesnym językiem, czyta się ją bardzo dobrze mimo, że porusza trudny temat. Temat autyzmu i tego, że rodzicielstwo w takim przypadku jest w większości usłane kolcami, a nie różami. Z książki można dowiedzieć się o tym jak zachowuje się dziecko ze spektrum autyzmu, o tym jakie uczucia towarzyszą rodzicom i wiele innych kwestii związanych z edukacją, lękami i obawami zarówno dziecka jak i rodziców. Głównym bohaterem książki jest ojciec chłopca- Alex oraz jego syn Sam. Alex wyprowadza się z domu, bo musi przemyśleć i przepracować swoje obawy. Wszystko się zmienia gdy w pewnym momencie zaczyna grać z synem w minecrafta. Od tego czasu zaczynają się ze sobą komunikować i otwierać na siebie.
Plusem powieści jest to, że jest napisana w prosty, humorystyczny sposób dzięki czemu szybko wczuwamy się w rolę Alexa. Mnie osobiście książka pozwoliła dowiedzieć się więcej na temat autyzmu, mimo, że jakieś pojęcie co to jest i jakie są zachowania dzieci z tym spektrum miałam. Co niesamowite w niej jest też to, że nie jest to tylko powieść jest oparta na prawdziwych wydarzeniach z życia pewnego brytyjskiego dziennikarza The Guardian. W 2012 roku u jednego z jego dwóch synów, Zaca, zdiagnozowano autyzm. Początkowo cała rodzina przeżyła wielki wstrząs. W końcu Keith zaczął grać z chłopcami w gry komputerowe co stało się podstawą powieści.
Zbliżają się wakacje, a w raz z nimi odpoczynek jeśli lubicie czytać to polecam Wam "Chłopca z klocków" na pewno nie pożałujecie wyboru :)