Strony

wtorek, 20 sierpnia 2019

Z widokiem na miłość

Kto nie marzył o miłości, która jest zdolna na poświęcenia, wspaniałe niespodzianki i wsparcie w każdej sytuacji? Myślę, że jedni mówią o tym otwarcie inni milczą lub próbują o tym nie myśleć, ale w głębi każdego z Nas jest potrzeba miłości.
Od jakiegoś czasu znów zaczęłam dużo czytać po powrocie z urlopu czekała na mnie miła paczuszka z dwoma książkami. Jedną już udało mi się przeczytać i trochę Wam o niej napiszę.
Nie lubię jakiś typowych romansów gdzie wiecie wszystko jest takie namiętne, porywające i nie ukrywajmy mało rzeczywiste. Lubię książki, które mają wątki miłosne, ale w, których jest też jakiś mądry przekaz i po przeczytaniu ma się poczucie, że warto było po tą ksiązkę sięgnąć.
Książka "Z widokiem na miłość" Kate Sterritt. To romans, ale napisany w taki sposób, że ukazuje nie tylko uczucia, które zaczynają przeradzać się w coś głębszego, ale też ból i strach głównej bohaterki czy warto w ten związek brnąć. I nie chodzi tu o to, że mężczyzna, którego poznała jest nie warty uwagi wręcz przeciwnie, boj się o coś zupełnie innego.
Holly to kobieta, która pracuje jako architekt i jest w tym na prawdę dobra. Przypadkowo w jeden dzień, który jest dniem jej urodzin, a zarazem bolesnym wspomnieniem o kimś kogo już z nią nie ma spotyka mężczyznę, który zmieni jej życie i myślenie. Niestety oboje dręczy przeszłość w taki sposób, że początkowo i praca i to co myślą o związkach przeradza się tylko w jakiś układ między nimi, ale czy faktycznie tak zostanie czy ich drogi się rozejdą po tym jak powiedzą to co myślą, czy może wręcz przeciwnie będą walczyć o ten związek ze wszystkich sił? Co symbolizuje koliber na bransoletce i czemu Holly nie obchodzi swoich urodzin ? O tym dowiecie się sami jeśli sięgnięcie po książkę, a ja ze swojej strony polecam. Czyta się szybko, a zwroty akcji nie pozwalają na przerwanie (ja żeby ją skończyć poszłam spać po 1 w nocy ;) miał być już ostatni rozdział, jutro dokończę, no ale nie z tą książką tu musiałam dotrzeć do końca, żeby wiedzieć jak ta historia się zakończy :)


książka Wydawnictwo Kobiece
torba Kącik Natanielkowej Mamy

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Czytamy na dobranoc

Nie wiem jak wygląda to u Was, ale ja odkąd pamiętam jeszcze w szpitalu po samym urodzeniu Nataniela czytałam mu książki. Teraz takim pewnym rytułałem jest zawsze to, że czytamy na dobranoc. Zazwyczaj czytam ja, ale jak jest weekend lub jakiś luźniejszy dzień czyta też tata.
Z Polą jest trochę inaczej chociaż już coraz bardziej interesuje się książkami i staram się przemycać chociaż kilka zdań dziennie przeczytanych z jej książeczek. Jak ją karmiłam piersią to zawsze w ciągu dnia chociaż raz rozsiadałyśmy się w wygodnym fotelu i czytałam jej dłuższy fragment jakiejś bajki. To był taki nasz spokojny czas w ciągu dnia. Jak już przeszła na butelkę zasypiała sama i już tak nie czytałyśmy, staramy się nadrobić to w ciągłym biegu, pooglądać książeczki, pokazać co w nich jest. Ma już kilka swoich ulubionych z, którym chodzi czasami nawet do sklepu ;)
Na wakacje zabraliśmy kilka książeczek, żeby czytać do poduszki jedną z nich były Pidżamersi, pokazywałam Wam ją już na fan pagu i pisałam, że będzie o niej post po powrocie z urlopu. Nataniel kilka razy oglądał tą bajkę w telewizji, ale nie jest jakimś wielkim fanem.
Książka miała kilka opowiadań najbardziej podobała mu się ta o pluszakach dlatego, że sam ma swojego ulubionego pluszaka jeżyka, który już trochę zjeździł różnych miejsc nie tylko w Polsce.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie, litery są czytelne i jest sporo obrazków przez co zainteresuje też mniejszych czytelników. Będzie też dobra dla tych, którzy zaczynają powoli przygodę z czytaniem, można podzielić czytanie na rodzica i to co jest przy obrazkach na dziecko. Może być to całkiem fajna edukacyjna zabawa wspomagająca naukę czytania.







Jeśli chcecie sięgnąć po tą lub inne książki z bohaterami różnych bajek zajrzyjcie TU

czwartek, 8 sierpnia 2019

Gazetkowy zawrót głowy

Dzisiaj kolejny post z gazetkami.
Nataniel bardzo je lubi, szczególnie te małe gadżety, które się w nich znajdują, ale nie tylko. Ostatnio z jednej z gazetek czytaliśmy opowiadanie o psim patrolu. Po za tym w gazetkach jest na prawdę bardzo dużo fajnych zadań labirynty, łamigłówki, wykreślanki, łączenie po kropkach. Wszystko to co pobudza do myślenia i dzięki czemu dzieci się nie nudzą :)
W jednej z gazetek były rakietki z super wings i piłeczki oba gadżety spodobały się bardzo Poli z rakietkami chodziła po całym domu :)
Laleczki LOL zna chyba każda mama małej dziewczynki :) u nas Pola jeszcze za mała, żeby był na nie szał ale stempelki są świetne, a sama gazetka pełna fajnych zadań i podpowiedzi jak coś zrobić.
Gazetka Ben 10 to nie nasze klimaty ogólnie wystrzegamy się takich bajek, ale są rodzice i dzieci, które takie bajki lubią więc na pewno spodoba im się gazetka dedykowana tej bajce. W niej również są dodatki gra w koszykówkę oraz kulki, a gazetka tak jak inne pełna jest różnych ciekawych zadań.
Sam pomysł na gazetki z bohaterami z danej bajki jest bardzo fajny, bo dzieci mogą cyklicznie zbierać róznego rodzaju dodatki i się fajnie nimi bawić :)











Więcej nowości z gazetkami i nie tylko znajdziecie TU

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Gadżety z gazetek

Kilka dni temu pisałam na fan pagu, że będzie wpis o nowościach wydawniczych. Udało mi się siąść i coś dla Was napisać :)
W piątek Nataniel wrócił z tygodniowych wakacji z ciocią więc czekała na Niego mała niespodzianka. Żeby nie było wszystko na raz to mógł sobie wybrać jedną gazetkę z niespodziankami na początek i wybrał tą poniższą :) W gazetce było kilka gadżetów pistolecik na bańki mydlane ze zbiornikiem, kalejdoskop i gra kosztkówka oraz to co chyba wszystkie dzieli uwielbiają naklejki ;) w gazetce jest mnóstwo różnych zadań do rozwiązania. Nataniel był bardzo zadowolony podobały mu się wszystkie gadżety i już nie może się doczekać kolejnych gazetek. Na wakacje pojedzie pewnie z nami książka, żeby było czytać co na dobranoc :)
Jeśli chcecie zobaczyć jakie jeszcze nowości pojawiły się na rynku gazetkowym zerknijcie TU




Mnie osobiście najbardziej podoba się kalejdoskop, może dlatego, że sama miałam podobny w dzieciństwie i bardzo podobały mi się wzory jakie się w nim układały po przekręceniu :)




poniedziałek, 1 lipca 2019

Pierwsze dni wakacji

U nas dość intensywny czas był ostatnio. Zaczęło się od zakończenia roku, później był wolny czwartek więc by uczcić rozpoczęcie wakacji wybraliśmy się na wycieczkę do Magidznych Ogrodów. W piątek i sobotę Nataniel bym z dziadkiem na rybach. Od piątku miałam 3 dni kiermaszu, a Natanielkowy tata z dzieciakami w niedzielę był na urodzinach u kolegi Nataniela z przedszkola. W niedzielę był też dzień ojca więc z rana dostał prezenty, a jak już wieczorem byliśmy w domu to na szybko przygotowałam słodki poczęstunek i chwilę świętowaliśmy ten ważny dzień :)
Kolejny tydzień zleciał nam bardzo szybko, upalnie więc była zabaw w basenie, w między czasie cały czas Natanielkowy tata buduje domek dla Nataniela i Poli. Mamy już gotową piaskownicę pod domkiem więc ostatnio zabawa przeniosła się tam.
Lipiec póki co zaczyna się bez większych wyjazdów i siedzimy w domu, dopiero pod koniec lipca Nataniel wyjeżdza z ciocią na tydzień wakacji, a my ruszamy na urlop dopiero w sierpniu.





























sobota, 25 maja 2019

"Nie umieraj do jutra"

Spojrzałam i widzę, że ostatni post też był książkowy. Ostatnio mało czasu na cokolwiek, na czytanie też, ale udało mi się doczytać do końca więc chcę napisać Wam kilka słów o książce, którą warto przeczytać.
Myślę, że jeśli śledzi ktoś bloga wie, że tematyka II Wojny Światowej bardzo często występuje w książkach, które czytam. Jest to jeden z okresów historii, który w jakiś sposób mnie fascynuje (chociaż może to nie koniecznie najtrafniejsze słowo, ale jest to okres, który bardzo chętnie zgłębiam i czytam o tym co się wtedy wydarzyło, bo to co przeżyli w tam tych czasach ludzie jest niewyobrażalne, ale pokazuje też jak wiele czasem potrafi znieść jedna osoba lub cała rodzina),

"Nie umieraj do jutra" Wacława Glutha- Nowowiejskiego to książka opisująca czas tuż po Powstaniu Warszawskim. Miasto miało zostać bez mieszkańców, wszyscy mieli być wysiedleni. Jednak było trochę odważnych osób z wyboru lub nie, którzy zostali w zgliszczach Warszawy. Nie było to bezpieczne, bo wokół kręciło się dużo Niemców, którzy równali jeszcze po powstaniu to co do tej pory nie było zniszczone. Autor książki to jeden z Robinsonów, który przetrwał ten trudny czas. Książka warta jest przeczytania, są w niej historie zwykłych ludzi, którzy zasługują na pamięć za swoje bohaterstwo. Przetrwali ciężką i mroźną zimę, z niewielkimi racjami żywności, które udało im się znaleźć, ryzykowali życiem by dostać się do miejsc gdzie mogą naczerpać wody. Część z nich zginęło, ale Ci co przetrwali w większości żyli jeszcze wiele lat. W książce podoba mi się szczególnie to, że po każdym rozdziale jest krótka wzmianka co stało się z danymi osobami po tym jak udało im się opuścić kryjówki. Wiele z nich przetrwało, bo miało wolę życia, uniknęli czasami w zaskakujący sposób śmierci. Jedni chcieli zobaczyć swoje rodziny, inni wiedzieli, że nikogo bliskiego już nie mają na tym świecie, ale chcieli przetrwać.
W książce są też zdjęcia z opisami z czasów powstania.
Wszystko to stanowi spójną całość.
Zdecydowanie polecam książka pokazuje, że nawet w najtrudniejszych chwilach, wycieńczenia, głodu i braku sił wola życia jest czasami silniejsza od słabości i wygrywa :)


środa, 24 kwietnia 2019

Kołysanka z Auschwitz

Jakiś czas temu pisałam, że mam w planach przeczytać tą książkę. W końcu nadszedł ten czas, a że w święta się rozchorowałam i lezę w łóżku z antybiotykiem (tak mam taki komfort chociaż przy chorobie, bo mój mąż został z dzieciakami na kilka dni) to miałam czas przeczytać " kołysankę z Auschwitz" w jeden dzień,
Tu przytoczę Wam co napisałam na grupie książkowej:
"kołysanka z Auschwitz" przeczytałam jednym tchem. Przy niektórych opisach łzy same spływały z oczu. Kobieta,która wcale nie musiała trafić do obozu, ale jej siła miłości nie wyobrażała sobie pozostawić rodziny. Dała wielu dzieciom swoją miłość i dobroć jako dyrektorka przedszkola w Auschwitz. Co wywołuje największe emocje? Fakt, że historia miała miejsce na prawdę. Za każdym razem gdy czytam takie historie jestem wdzięczna, że mam tak wiele, a za razem przeraża mnie fakt do jakich okrucieństw zdolny jest człowiek w imię czego? Władzy, czystości krwi. Każdy z nas zasługuje na szacunek, a takie książki utwierdzają mnie w przekonaniu, że o takich historiach trzeba mówić, pisać, zachowywać w pamięci, żeby nie doszło znów do tak wielkiej tragedii w teraźniejszości.

A teraz jeszcze kilka słów więcej. Historia mocno mną poruszyła ile jedna osoba w imię matczynej miłości potrafi wycierpieć, jak się poświęcić by Jej dzieci przeżyły. Jeśli ktoś choć trochę zna historie obozu wie, że nie łatwo była utrzymać przy życiu jedno dziecko, a co dopiero pięcioro.Walka o każdy dzień, wola przetrwania, ale i utrata nadziej po jakiś strasznych dniach to wszystko przeplata się w tej książce.
Im więcej książek o tematyce II Wojny Światowej za mną tym więcej przemyśleń nasuwa się na myśl, ale głównie takich ile człowiek potrafi znieść dowiaduje się dopiero wtedy gdy stanie w skrajnie trudnych sytuacjach, wręcz bestialskich i nieludzkich. Zastanawia mnie ile ludzi w dzisiejszych czasach gdzie panuje w dużej mierze egoizm było by w stanie wycierpieć dla swojej rodziny, czy miały by wole walki. Ile jest osób, które gdy coś w rodzinie nie wychodzi odchodzą, zostawiają dzieci, a ta matka mimo, że miała wybór jako jedyna z całej rodziny mogła zostać wolna wybrała niewolę w imię miłości do dzieci i męża. Mam nadzieję, że nigdy nie wrócimy do tak bestialskich czasów, ale przy takiej lekturze jest gonitwa myśli i jestem pełna podziwu dla tych ludzi, którzy się nie poddawali mimo, że wiedzieli, że ich los jest przesądzony, robili wszystko, żeby obozowa rzeczywistość wydawała się choć odrobinę znośniejsza. Myślę, że każdy powinien przeczytać chociaż jedną książkę w tej tematyce by pamiętać historię, by nie pozwolić na podobne historie w przyszłości.